Praca z dziećmi cz. II

VI spotkanie z dziećmi

Poniedziałek – po dwudniowej przerwie znowu jest trudno.

Liderowanie wychodzi najlepiej, ale bycie w grupie jest trudne. Przestrzenna bliskość jest pretekstem do zaczepki. Dlatego też niektórzy  konsekwentnie jej unikają. Inni  zawsze są indywidualistami. Np. są zagubieni,  jak dzieci we mgle. Lubią wszystko, co przyprawia ich o zawrót głowy – tak można  sobie wyobrazić antyczną ekstazę bachantek – głowa w tył i do góry, traci się równowagę i miękko ląduje na ziemi. Kontakt jest wtedy utrudniony.

Bycie w grupie nie jest dla każdego, albo są różne stopnie zaangażowania. Dla dzieci zazwyczaj oznacza to biec , biec jak najszybciej, Niech inni mnie gonią.  Dzieci nie widzą sensu w dopasowaniu się, np. żeby zrobić równo. Tak jakby nie było u nich żadnej świadomości formy.

Ćwiczymy zwolnienie. Nie wychodzi. Nie wiem jak jest u dzieci ze zmysłem równowagi. Na pewno nie ma ochoty na koncentrację i powtórzenie.

Ciekawe, czy pojawi się ambicja  wykonania czegoś publicznie.

Cały czas balansuję między przestrzeniami zamkniętymi i otwartymi, żeby z nimi jednak coś wypracować i jednocześnie nie zanudzić ich.  Ale nie daje zbyt dobrych rezultatów.

 

VII dzień

Rysowaliśmy labirynt i pojawiły się różnice w szybkości przyswajania figury. Najwięcej kłopotów sprawiają kierunki.  Odróżnienie prawej od lewej strony zależy od stopnia korelacji . Wkraczamy na teren zaburzeń sensorycznych , dysproporcji w postrzeganiu i rozumieniu własnego ciała i jego miejsca w przestrzeni. Dla mnie punktem odniesienia są kierunki geograficzne  – strony świata a strony:  lewa i prawa  sprawiają mi dużą trudność. Więc  w otwartej przestrzeni powinno być lepiej .Ale niektórzy nie  próbują odnaleźć  swojej pozycji  w  tak dużej skali.

 

VIII dzień

W środę było spotkanie z dziećmi w teatrze. Mała sala, dzieci zauważyły kurz w świetle reflektorów i od razu po wejściu zajęły miejsca na widowni. Potem cały czas znajdowały się w przestrzeni scenicznej  i niestety nie daliśmy im szansy pooglądać siebie nawzajem na scenie. Brak czasu zawęża moje myślenie . Zaczynam zbyt uporczywie powtarzać  elementy i dochodzę do wniosku, że nie tędy droga. Nie dopracuję się z nimi żadnej struktury, bo nie ma to najmniejszego sensu. Trzeba urządzić pyszną zabawę, zdać się na chwilę i intuicję.

W autobusie byli świetni – lekka,  płynna  przemienność form ich aktywności. Nie wszyscy to jednak doceniają i widzą, i na pewno taki pokaz, jaki planuję, to może być dla niektórych za mało.

Jeden z chłopców dobrze zapamiętał schemat labiryntu i będzie mu przewodził. Samo tak wyszło. Umie głośno policzyć kroki , zarządzić obrót, wyprzedza myślą działanie.  Ćwiczy transparentność swojej postaci i nie jest łatwo, ponieważ jest najmniejszy z chłopców i nie ma mocnego głosu. Wszyscy chodzą w labiryncie patrząc pod nogi i nie da się tego wytrzebić. Czy dzieje się tak dlatego, że rozwinęliśmy kulturę obrazkową?

Wydaje mi się, że kluczową sprawą w pracy z dziećmi jest opowieść.

Unaj, który pracuje z dziećmi nad swoją sentencją „Lo importante es la base” odwołał się do obrazu tarczy zegara i mówił do nich stojąc na wprost, utrzymując kontakt wzrokowy. My z Kasią ( tłumaczką) często mówimy z tyłu znad ich głów i dużo trudniej jest nam złapać z nimi porozumienie.

 

IX dzień

Rysowaliśmy swoje własne labirynty,  czyli siatkę miejsc i dróg z naszej codzienności. Dom , szkoła etc. Chodziliśmy potem wszyscy równocześnie na ulicy przed centrum wg swoich własnych schematów,  Każde z dzieci cały czas patrzyło na swoją mapę. Nikt nie odwołał się do swojej pamięci. Chociaż przecież wcześniej wszyscy sami konstruowali te mapy.

O takie właśnie  sytuacje teatralne mi chodzi. Przypadkowe miejsce, przypadkowi widzowie i nieformalna sytuacja.

Wcześniej pokazałam im swój labirynt, jakby przywieziony z domu,  zdjęcia psa, ulicy i ogrodu w śniegu.  Mam wrażenie, że było to jednak dla nich jakieś zbyt abstrakcyjne.

 

Tags :

Vous pouvez suivre les commentaires de cet article via le flux RSS 2.0.

Laisser un commentaire